"Trzypiętrowa kamienica [...] straszy nie tylko nocą. Odpadające tynki niczym płaty zakurzonego śniegu ścielą się u jej stóp grubym dywanem. Wielkie, posiwiałe ze starości ramy okienne, smutne jak dopalające się oczy, o zmierzchu rzucają blade spojrzenia na szare podwórko. Od czasu do czasu po kocich łbach ulicy przetoczy się jakiś pojazd, przejdzie człowiek.
W tej stronie miasta życie zaczyna się o zmierzchu, kiedy z pobliskiego śmietnika dają się słyszeć popiskiwania kotów i szczurów żyjących ze sobą, jakby na przekór naturze, w zgodnej harmonii. Tutejsze koty już dawno straciły instynkt łowców. Rozleniwiły się do tego stopnia, że ich ostre pazury służą jedynie do drapania własnej skóry. A szczurze rodziny wychodzące już za dnia z kanałów i zakamarków, nieomal ocierają się grzbietami o kocie grzbiety, które nawet nie jeżą się przy tym dotyku. Koty i szczury, jak jedna zgodna rodzina, okupują całe podwórko.
A ludzie? Za dnia prawie ich nie widać, a o zmierzchu zamykają się we własnych skorupach, szczelnie zasłaniają okna, jakby chcieli ochronić się przed widokiem podwórka pełnego burych kotów i szczurzych pysków. Są jednak i tacy, którym zmierzch otwiera oczy na całą szerokość razem z drzwiami ich mieszkań, z których przez gardziel ciemnego korytarza, wyziewa gnijący oddech brudnych wnętrz i po kamiennych schodkach sunie ku dołowi, wprost na podwórko. Trzaskają drzwi, zanoszą się duszącym kaszlem próchniejących desek i zgrzytem przeżartych rdzą zamków. Z ich dźwiękiem miesza się chichot pękających butelek, nad którymi unosi się, wypełniający cały korytarz, duszący odór wódki. Na ulicę wytaczają się chwiejnym krokiem mężczyźni, a tam, w mdłym świetle konającej latarni, czekają ich wierni kumple. Razem suną po kocich łbach wyjąc głośno, tupiąc, potrącając się nawzajem, idąc Bóg jeden wie dokąd i po co. Koty i szczury schodzą im z drogi, nie mówiąc już o jakimś zabłąkanym przechodniu, który zgubił się w kłębowisku ulic.
Z rana podwórko wolne jest od obecności dorosłych, ale za to, dla równowagi, wypełnia się gromadkami brudnych dzieci, których odzież od dawna już nie smakowała wody ani mydła. Z pomazanymi smalcem pajdami chleba w rękach, stoją półkolem i przyglądają się z uwagą rozciągniętym wzdłuż śmietnika kotom..."
Elżbieta Jeziorowska - Wróbel z cyklu Czy pamiętasz? - Pasterz kotów



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz